Witajcie :)
No cóż, nie ma mnie tu za często, a to wszystko dlatego, że w szkole coraz intensywniej. Na szczęście w tym tygodniu nauka jest do środy, ale i tak piszę test powtórkowy z renesansu i baroku....
Mój ulubiony serial glee zniknął z anteny do końca października, i z niecierpliwością czekam na jego powrót, ale zaczęłam też oglądać "White collar" (białe kołnierzyki) - dopiero 3 odcinki, ale zapowiada się ciekawie.
Jeśli chodzi o muzykę, to wracam sobie do starych, dobrych utworów, nawet z czasów podstawówki, ale także odkrywam nowe "smęty" dla co poniektórych na YT ;) Zdjęć nie mam czasu robić, tak samo kręcić mojego długo siedzącego na mózgu teledysku - jakieś pomysły? Piosenka "landslide" (tak, glee też wykonało cover ;D). Śmiesznie się stało, że w pierwszy dzień po zmianie czasu na zimowy spadł śnieg i "przyszła zima".
Ludzie na gwałt kupują ciepłe ciuchy w centrach handlowych, w czym także i ja ostatnio miałam udział - marny skutek. Odnoszę wrażenie, że ta zima przyszła za szybko, w porównaniu do poprzednich lat nawet na Boże Narodzenie nie mogliśmy się doczekać śniegu, a teraz? Żarty się Boga trzymają, nie ma co ;D
Jednak mniej zabawne stały się obecne zacięte dyskusje polityków i mediów na temat in-vitro. Myślę, że cała sprawa polega na tym, czy ludzie są w stanie nazwać "życiem" zapłodnioną komórkę jajową. Jeśli naukowcy są w stanie nazwać jakąś amebę odkrytą na Marsie życiem, to co z tygodniowym zarodkiem w ciele kobiety.... Zapewne jest to także kwestia wiary, lecz tu chodzi o wrażliwość człowieka: czy wychodzi z założenia, że skoro wyjmie się 7 czy 10 komórek jajowych z układu rozrodczego kobiety, zapłodni się je wszystkie, jedno wszczepi do ciała kobiety i gdy przyjmie się pierwsze to czy będzie w stanie unicestwić pozostałe 9 bez skrupułów... Jak już mówiłam - zależy, co dla kogo jest już "życiem".
Jeśli macie jakieś zdanie na ten temat - chętnie je przeczytam :)
Dobrej nocy ;]